Pada, pada, pada. Z nieba wszystkim co nie trzeba i zaraz pierdolnie mi na łeb. Nie jest jednak tak dramatycznie w tym teatrze... Czasem się człowiek potknie, czasem pomylą kwestie, a czasem nawet znów spadnie worek z piaskiem na głowe.
Pan w okularach trzyma parasol i mnie pod nim, dziś włożył białą koszulę i krawat. Pachnie kawą, tórej i tak pić nie mogę... ktoś na mnie krzyczy a ja maluję mlekiem krzywe serca. Pan w okularach i z krawatem czeka... zawwsze czeka... szalenie miło jest wynurzyć się z kawy i widzieć jak czeka. Nasze dwa światy... ja ożywiam przedmioty...on...denerwuje razem ze strzałką sąsiadów dźwiękami o godzinie 23:40. Juto prziecież trzeba wrócić do zapachu kawy, potem zmienić scenografię na tę uczelnianą i poudawać artystę... dziś? z całą pewnością słowa mnie się nie trzymają, uciekły pod sufit.
słodkiego dobranoc.
Tagi: myśli.
skomentuj (1)